Bajka na jawie jednego z warszawskich jubilerów cz. II Bajka na jawie jednego z warszawskich jubilerów cz. II

postheadericon Bajka na jawie jednego z warszawskich jubilerów cz. II

Można uznać za wprost wyjątkową astrologiczną zbieżność fakt, że astronomowie badając Saturna robili to według modelu Jowisza, dając tym dowód bezpośrednich związków obu ciał niebieskich – nie tylko w starych mitach o rodzinie bogów (i oczywiście także konfliktach w jej łonie). Wśród planet znanych już w starożytności Saturn był najdalej położony od Słońca – dziś jest na szóstym miejscu.

Okazało się, że poprzednie domniemania, związane z Saturnem, oparte na niedokładnych obserwacjach, uczeni uznawali kolejno za fałszywe. Tak np. nasz dobry znajomy mistrzTycho de Brahe spróbował okiem nieuzbrojonym oszacować jego średnicę – myląc się zupełnie w swych obliczeniach. Trzeba zresztą lojalnie przyznać, że głównie księżyce i pierścienie Saturna wzbudzały zainteresowanie obserwatorów wciągu paru ostatnich wieków, jako że w zależności od położenia robiły zupełnie odmienne wrażenie. Coś jednak szatańskiego musiało być w atmosferze Saturna, ponieważ skłaniało nie tylko astrologów (o tym – potem), ale i uważnych obserwatorów niebieskich firmamentów do różnych głupot.

Zdarzały się także niezmiernie śmieszne historie, gdy astronomowie w służbie pysznych władców chcieli się im szczególnie przypodobać. Odkrycie satelitów Saturna spowodowało uznanie przez astrologów XVII wieku, że liczba ciał niebieskich krążących wokół Słońca wzrosła do 14, a panował wówczas Ludwik XIV Giovanni Domenico Cassini zwrócił uwagę swego władcy na ten znamienny fakt w kosmosie i Król-Słorice polecił wybić pamiątkowy medal.

Leave a Reply